Tolerancja jako wartość i konieczność rodzinna

Tolerancja jako wartość i konieczność rodzinna

Tolerancja jest granicą pomiędzy miłością a nienawiścią. Jest skłonnością do pomagania w imię wartości. Postawą z predylekcją do działania. Wartością ogólnoludzką. Cnotą indywidualną. Ma wiele wspólnego z rozumieniem siebie samego. Jest mocną stroną osobowości.

Każdy człowiek uwikłany jest w dramat tolerancji – nietolerancji. Widać to w każdej rodzinie… W czasach nam współczesnych trzeba liczyć się z tym, że niemal w każdej rodzinie niezbędne jest przejawianie postaw nacechowanych tolerancją. Obecność tolerancji jest po prostu niezbędna. Głównie z tego powodu, że do życia małżeńsko-rodzinnego coraz silniej przenikają nowe – dotąd nieznane – zjawiska. Zawsze zaskakują, a niekiedy wkraczają w sposób zgoła brutalny. Weźmy problemy wychowawcze z dziećmi zagrożonymi narkomanią. Weźmy problem kohabitacji: oto dorastająca córka albo syn tworzą związki nieformalne („po co nam ślub”- powiadają). Albo wybierają typ rodziny monoparentalnej („chcę mieć dziecko, niepotrzebny mi jego ojciec”). Albo okazuje się, że dorastający syn jest gejem. Albo mąż ma przelotny romans i w efekcie zostaje zarażony wirusem HIV – następnie zakaża żonę. Bez postawy tolerancji nie da się dziś rozwiązać, ani nawet złagodzić, żadnego z wymienionych problemów. A przecież jest ich dużo więcej. Coraz więcej. I coraz trudniejszych.

Tolerancja należy do świata moralności i do świata zachowań. Wywodzi się z archetypu obcości. Na naszej planecie występuje ok. 2 milionów rodzajów życia – nietolerancja między nimi jest nie do pomyślenia! Jednak znacznie trudniej osiągnąć tolerancję w życiu rodzinnym czy w życiu społecznym. Istnieje w nim dążenie do równości, ale równie silne jest dążenie do rywalizacji, której człowiek właściwie nigdy się nie wyzbywa. Tymczasem wiadomo, że rywala należy pokonać. Już samo myślenie o bliźnim w taki sposób jest zjawiskiem niebezpiecznym. Wszystko co dotyczy mnie, nas, mojego, naszego, swojego – jest, oczywiście, lepsze. Natomiast gorsze jest wszystko to, co dotyczy jego, ich, innego, obcego, cudzego, nie naszego…

Jeśli mamy do czynienia z rywalizacją pomiędzy grupami, wówczas niemal zawsze występuje agresja. Przykład – kibice sportowi. Pierwszym społecznym mechanizmem powstawania nietolerancji jest entuzjazm zbiorowy. Niemal w każdym przypadku stanowi on swoistą gotowość do nietolerancji. Innym jej mechanizmem sprawczym jest indoktrynacja. Obydwa te mechanizmy poważnie zagrażają życiu zbiorowemu. Obydwoma doskonale potrafi się posługiwać każdy totalitaryzm. Do tolerancji dochodzi się głównie przez intelekt. Gdy jednak staje się ona postawą emocjonalną, wówczas mamy do czynienia z indywidualnym wymiarem zjawiska tolerancji, która staje się cnotą. Mamy do czynienia z „ładem serca”, który – jak to pięknie określił Pascal – „jest najważniejszy dla porządku świata”. [1] Ład serca doskonale służy stosunkom wewnątrzrodzinnym. Łagodzi, wycisza, wspiera. Pomaga przetrwać najtrudniejsze. Otworzyć się na problemy osób najbliższych. Stwarzać im poczucie bezpieczeństwa psychicznego. Służyć porządkowi emocjonalnemu w relacjach wzajemnych. Ład serca to dar niezwykły. Nawet jedna tylko osoba w rodzinie – przejawiająca ład serca wywodzący się z trudnej postawy tolerancji – jest dla tej rodziny osobą niezwykle cenną, bywa że niezastąpioną.

Tolerancja jest wartością ogólnoludzką. Jest pojęciem elastycznym, w pewnym sensie pojemnym. Jest przy tym zjawiskiem stosunkowo nowym – mówi się o niej najwyżej od lat dwustu. Tolerancja może być przejawiana wobec odmiennych poglądów i wobec odmiennych zachowań. Może być intelektualna – a więc wyrażająca szacunek dla cudzych poglądów i może być moralna – polegająca na uznawaniu prawa do odmienności. Może być religijna – związana przede wszystkim z wiarą lub niewiarą w Boga. Jest na pewno wartością ogólnoludzką ale w wymiarze indywidualnym, jak zaznaczyłam, staje się cnotą szczególnie pożądaną właśnie w rodzinie, we wzajemnych relacjach rodzinnych, gdzie z reguły występują odmienne, niekiedy konfliktowe poglądy i postawy jej członków, i gdzie tolerancja jest w stanie skutecznie zapobiegać konfliktom i kryzysom, lub znacząco je łagodzić.

Człowieka tolerancyjnego można poznać po tym, że cechuje go ksenofilia – umiłowanie innego, obcego, odmiennego, cudzoziemskiego. Natomiast człowieka nietolerancyjnego cechuje ksenofobia, która jest lękiem przed innym, przed obcym i na której wyrasta każda nietolerancja. Dylematem jest: co należy robić z człowiekiem nietolerancyjnym? Tak jak dylematem są granice tolerancji, które istnieć muszą, bo gdyby nie istniały, trzeba by tolerować zło. Jednakże regulacje prawne zapewniają utrzymanie minimum moralności społecznej.

Ksiądz profesor Zachariasz Łyko twierdzi, że „Chrystus był bardzo tolerancyjny, a w historii Kościoła wielu było wybitnych ludzi przepełnionych duchem tolerancji”. Jej szermierzem jest na pewno Jan Paweł II. To On właśnie powiedział, iż „nietolerancja jest chorobą ludzkości i hańbą Kościoła”. [2]

Sam termin „tolerancja” wywodzi się z łaciny – „tolero” oznacza „znosić coś z cierpliwością”. W życiu niemal każdej rodziny z całą pewnością niejedno trzeba znosić z wielką cierpliwością. Zatem tolerancja niejako w sposób naturalny wpisana jest we współżycie małżeńsko-rodzinne. Można jednak wyrazić ubolewanie, że świadomość tej ważnej zależności wśród zainteresowanych znajduje się na bardzo niskim poziomie. Weźmy – przykładowo – stosunki wzajemne między rodzicami a dorastającymi dziećmi – można tu wręcz mówić o totalitaryzmie jaki z reguły w swej władzy rodzicielskiej stosują wobec dzieci rodzice. Tymczasem:

Totalitaryzm domowy wyklucza wszelką tolerancję. Trudno się dziwić, że społeczeństwo polskie w swej większości jest mało tolerancyjne; można nawet powiedzieć, że jest nietolerancyjne – skoro postawy nietolerancji kształtowane są głównie w rodzinach, w okresie dzieciństwa, a zwłaszcza w okresie dojrzewania. Małe dziecko całkowicie podporządkowuje się rodzicom, ponieważ szuka bezpieczeństwa, które zawsze zapewnia ktoś silniejszy. Dlatego od rodziców dużo zniesie, nawet niesprawiedliwość w postaci kar cielesnych. Zupełnie inaczej zaczyna się dziać w okresie dojrzewania, kiedy młody człowiek poszukuje własnego miejsca w życiu.

Tymczasem rodzice – zupełnie nie zauważając u swego dziecka jakościowej zmiany rozwojowej – tak samo jak i dotąd stosują wobec niego totalitarny sposób zarządzania, zamiast zmienić go na demokratyczny. Zrozumiałe, że w takiej sytuacji dochodzi do ostrych konfliktów, wręcz do walki. I właśnie wtedy młody, dorastający człowiek przechodzi rodzinną szkołę nietolerancji – lekcja po lekcji. Rodzice narzucają mu swoją wolę, a on czując się represjonowanym odpowiada agresją. I oto nietolerancja rodzinna święci swój triumf, a potem już „wchodzi w krew”. Totalitaryzm domowy wyklucza bowiem wszelką tolerancję. [3] Jest to stwierdzenie wyjątkowo w swej treści bolesne, dotyczy bowiem większości naszych rodzin. Tymczasem uczenie tolerancji, wychowanie w jej duchu powinno się rozpoczynać w każdej rodzinie. Dotyczy to również szkoły.

Jaka jest rola szkoły w kształtowaniu tolerancji. Życie wewnątrz szkolne stwarza wiele sytuacji, dzięki którym można się uczyć tolerancji niejako ad hoc. Wielu jest uczniów leworęcznych – a więc innych, jeszcze więcej z wadami wzroku, są alergicy, a w niejednej klasie uczą się wychowankowie domów dziecka. Stwarza to sytuacje wychowawcze sprzyjające tolerowaniu odmienności, bądź ich nietolerowaniu… Jednak nasza polska szkoła bywa niekiedy całkowicie bezradna wobec trudnych problemów związanych z tolerancją, nie jest bowiem obudowana służbami pomocy, które wspomagałyby nauczycieli-wychowawców w wielu trudnych, nietypowych sprawach. Do takich należą m.in. problemy narodowościowe, w niektórych regionach naszego kraju występujące z dużą ostrością.

W Opolu przebadano ok. 2000 dzieci w wieku młodszoszkolnym i stwierdzono, że silny jest w nich polonocentryzm – z całą pewnością wyniesiony z domów rodzinnych. Wykazywały wyraźne, stereotypowe uprzedzenia narodowościowe. Bardzo zły stosunek przejawiały wobec Cyganów, Żydów i Rumunów; zły wobec Rosjan i Ukraińców, ambiwalentny wobec Niemców. Także w Opolu, w szkole niepublicznej, przeprowadzono eksperyment wychowawczo-badawczy na temat: „Spotykajmy się z innymi, niech nie będą obcy”. W ciągu dwóch alt systematycznie organizowano dobrze przygotowane spotkania z przedstawicielami różnych narodowości, podczas których informowano o ich historii, dorobku, kulturze, sztuce, obyczajach. Nadrzędnym celem wychowawczym było zwalczanie stereotypów. Starano się podkreślać cechy wspólne (to, w czym jesteśmy do siebie podobni) oraz wypunktować różnice (czym się od siebie różnimy i dlaczego?). Po upływie dwóch lat stwierdzono wyraźnie zmienione na korzyść postawy uczniów wobec obcokrajowców! Znacznie zmniejszył się dystans wobec nich, przyswojono sobie wiele ich piosenek, tańców, utworów literackich, obyczajów. Opisane działanie jest doskonałym przykładem właściwego uczenia tolerancji. Wszak takie wychowawcze oddziaływania szkoły doskonale służą integracji najmłodszych obywateli Polski z Unią Europejską. Najważniejsza w tym rola przypada rodzinie i szkole. Są niezastąpione.

Tolerancja była zawsze postrzegana w twórczej myśli pedagogicznej. Na Zachodzie Europy powstały i rozwinęły się trzy wielkie nurty pedagogiczne: romantyczny, transmisji kulturowej i progresywny. Najszerzej upowszechnił się nurt romantyczny. Jego cechą szczególną jest naturalizm, a wykładnią samorozwój i samoakceptacja. Jest pedagogiką elitarną, pełną tolerancji. Z kolei nurt transmisji kulturowej kładzie wielki nacisk na zdobycie wiedzy i stara się przystosowywać wychowanków do określonego typu kultury. Ważną rolę pełni w nim rywalizacja, odniesienie sukcesu. Nie ma tolerancji dla pomyłek i niepowodzeń. Natomiast nurt progresywny stara się ukształtować młodego człowieka tak, aby pozostawał w zgodzie z sobą samym, ze społeczeństwem i ze światem przyrody. Ważna jest w tym nurcie refleksja moralna. Ważna tolerancja. Ważne stymulowanie rozwoju. Ważna sprawiedliwość w szkole. Ważne przestrzeganie praw dziecka. [4]

Przestrzeganie praw dziecka równie wyraźne jest w środowisku rodzinnym. Niestety, we współczesnych polskich rodzinach pojęcie „praw dziecka” z niemałym trudem toruje sobie drogę do świadomości rodzicielskiej, do świadomości społecznej w ogóle. Proszę zwrócić uwagę jak bardzo przywykliśmy do używania samego pojęcia: „władza rodzicielska” – bardzo starego, wywodzącego się z konserwatywnego, tradycyjnego nurtu wychowania. Rzadko komu przychodzi do głowy, aby określenie „władza” zastąpić, powiedzmy: „partnerstwem wobec dziecka”, czy „rodzicielskim towarzyszeniem rozwojowi dziecka”. Rodzinny brak tolerancji po prostu na to nie pozwala.

Tolerancja wobec alternatywnych form współżycia małżeńsko-rodzinnego. Takie formy współżycia w grupie rodzinnej, jak: kohabitacja (różne jej rodzaje), wolność od dziecka (małżeństwa bezdzietne z wyboru), samotne macierzyństwo (dziecko – tak, jego ojciec – nie), życie w stanie bezżennym (tzw. single) i wiele, wiele innych [5] – są dziś udziałem licznych, zwłaszcza młodych, osób. Przede wszystkim w USA i na Zachodzie Europy, ale także coraz częściej w Polsce. Niemal każdy z czytelników wskazać może co najmniej kilka par żyjących ze sobą bez ślubu, lub młodych, wykształconych i niezależnych finansowo matek z dziećmi tworzących rodziny monoparentalne z własnego wyboru (nie mylić z matkami „przymusowymi”, najczęściej młodocianymi). Zjawisko upowszechniania się wszelkich nowych form życia małżeńsko-rodzinnego wiąże się, rzecz jasna, z coraz bardziej liberalnym podejściem do prastarej, konserwatywnej i tradycyjnej instytucji społecznej, jaką jest rodzina. Wiąże się także z wpływami post modernizmu i na pewno wymaga przejawiania postaw tolerancji wewnątrzrodzinnej. Inaczej być nie może – bez tolerancji rodziny nie są w stanie udźwignąć ciężaru tych nowych zjawisk. Niekiedy krępujących wobec otoczenia, a na pewno trudnych do zaakceptowania.

Trudny problem tolerancji wobec odmienności seksualnych. Odmienność seksualna sprowadza się przede wszystkim do homoseksualizmu. Sam problem jest bardzo stary. Istniał już w starożytności, istniał w średniowieczu (wtedy w Polsce nazywany paziolubstwem), istnieje rzecz jasna współcześnie. WHO skreśliła homoseksualizm z długiej listy chorób – bo to nie jest choroba. Historycznie patrząc, homoseksualistami byli m.in. Jan Długosz, Bolesław Śmiały, Marszałek Sanguszko, ksiądz Bohomolec… Zawsze przy nich byli piękni chłopcy, którzy robili szybkie kariery.

Charakterystyczne, że stosunek do homoseksualistów wahał się od absolutnej negacji (wisiało wszak nad nimi zagrożenie karą śmierci) – do udzielania im absolutnej swobody. Tymczasem pozostając w zgodzie z tolerancją nie należy w sposób skrajny podchodzić do tych osób, bowiem segregacja seksualna łatwo może prowadzić do segregacji prawnej. To prawda, że homoseksualni mężczyźni w jakiś sposób zagrażają chłopcom, ale prawdą jest też, że mężczyźni heteroseksualni zagrażają dziewczętom [6]…

Problem tolerancji wobec inności seksualnej jest problemem specyficznym i na pewno bardzo trudnym. Wbrew pozorom homoseksualizm dotyczy wielu rodzin gdy się zważy, że każdy gej i każda lesbijka ma matkę, ma ojca, ma siostrę lub brata. Każdy i każda z nich wychowuje się przecież i żyje w określonej – na ogół najzwyklejszej – rodzinie. Oczywiście ta „najzwyklejsza rodzina” przestaje nią być w chwili gdy przychodzi jej się zmierzyć z problemem homoseksualizmu dorastającego czy też dorosłego dziecka, albo i męża-ojca, jeśli okaże się, że jest on biseksualistą. Jedno jest pewne: bez zaangażowania zdecydowanych postaw tolerancji członkom takich rodzin na pewno nie uda się zapanować nad zaistniałą sytuacją.

Problem braku tolerancji wobec zakażonych wirusem HIV i chorych na AIDS. Liczne i przerażające są fakty świadczące o braku tolerancji w naszym społeczeństwie wobec zakażonych i chorych. Tymczasem, jak twierdzą znawcy przedmiotu – m.in. wyspecjalizowana terapeutka Katarzyna Malinowska [7] – wszyscy dotąd niezakażenie i niechorujący powinni wobec zakażonych i chorujących przejawiać więcej pokory, przyjmując wobec nich jedną z dwóch postaw: albo akceptującą zaistniałą sytuację, albo postawę pełną tolerancji. Inne postawy są po prostu nie do przyjęcia. Choćby dlatego, że postawy wyżej wymienione są jedynymi służącymi samoochronie osób niezakażonych. Jeszcze niezakażonych… Brzmi to jak groźne ostrzeżenie, ale dziś już nie jest dla nikogo tajemnicą, iż zakażeniem wirusem HIV może ulec każda i każdy – osoby bardzo dalekie od narkomanii czy homoseksualizmu. Czy jest w ogóle możliwe, by sprawy te nie dotykały bezpośrednio współczesnych małżeństw i rodzin? Czy jest w ogóle możliwe, by nie angażować w te bolesne kwestie rodzinnych postaw tolerancji?

Zakończenie.

Z tolerancją wiążą się nieodłącznie: wiedza, intelekt, odwaga, otwartość, kontakty, doświadczenie, wiara, chęć służenia człowiekowi. Także umiejętność rozpoznawania własnego lęku przed obcym oraz zdolność do konstruktywnego przetwarzania go w postawę sprzyjającą kontaktom z nim. Tolerancja pomaga w rozwoju. Uczy otwartości. Pozwala na korzystanie z bogactw, jakie zawsze ze sobą niesie odmienność. Likwiduje stereotypy w myśleniu i odczuwaniu. Eliminuje agresję i wojowanie. Bazuje na zgodzie i pokoju. Uszlachetnia człowieka. Obecna w wychowaniu dzieci i młodzieży, kultywowana i hołubiona w każdej rodzinie może dopomóc w przetrwaniu naszego świata…

Przypisy

1) Na podstawie myśli zawartych w referacie prof. dra hab. Tadeusza Pilcha pt. „Tolerancja jako wartość społeczna oraz cnota indywidualna”. Profesor wygłosił referat w roku 1995 – Międzynarodowym Roku Tolerancji (ogłoszonym przez ONZ), podczas Konferencji pn. „Tolerancja wobec odmienności”, którą zorganizował Instytut Pedagogiki Społecznej Wyższej Szkoły Pedagogicznej im. Tadeusza Kotarbińskiego w Zielonej Górze.
2) Z wystąpienia Księdza prof. dra hab. Zachariasza Łyko na tej samej Konferencji zatytułowanego: „Tolerancja potrzebą cywilizacyjną naszych czasów”.
3) Według pracy prof. dra hab. Andrzeja Jaczewskiego pt. „Tolerancja w relacjach rodzice-dzieci” (Zielona-Góra, 1995).
4) Na podstawie pracy prof. dr hab. Alicji Kargulowej pt. „Kwestia tolerancji w różnych nurtach pedagogicznych” (Zielona-Góra, 1995).
5) Krystyna Slany wydała niedawno książkę poświęconą tej problematyce pt. „Alternatywne formy życia małżeńsko-rodzinnego w ponowoczesnym świecie”. Zakład Wydawniczy „Nomas”, Kraków 2003 rok.
6) Referat pt. „Tolerancja wobec odmiennych stylów życia” wygłosił na Konferencji w Zielonej Górze w roku 1995 prof. dr hab. Mikołaj Kozakiewicz; z tego źródła zaczerpnęłam dane odnoszące się do problemu tolerancji wobec mniejszości seksualnych.
7) Katarzyna Malinowska jest jedną z najlepszych polskich terapeutek w zakresie pomagania osobom zakażonym wirusem HIV oraz chorym na AIDS. Pracuje równolegle w Polsce oraz w USA, w Nowym Jorku.

Zofia Dąbrowska

/ psychologia.edu.pl /