>>> NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE W TELEGRAFICZNYM SKRÓCIE <<<

Roraty – Msza Święta od poniedziałku do soboty o godz. 17:00 – Dzieci przychodzą z lampionami

>>> NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE W TELEGRAFICZNYM SKRÓCIE <<<

Spowiedź adwentowa – 17 grudnia – Przyjdź! Chrystus Miłosierny na ciebie czeka

>>> NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE W TELEGRAFICZNYM SKRÓCIE <<<

XIV Ogólnopolski Przegląd Chórów Kościelnych Pieśni Pokutnej i Pasyjnej – Żory 2019 – więcej informacji na: www.pasyjne.zory.pl

>>> NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE W TELEGRAFICZNYM SKRÓCIE <<<

Na stronie www.rodzina.diecezja.rzeszow.pl znajdują się aktualne informacje o katechezach przedmałżeńskich i przedślubnych

Najcenniejszy posag

Najcenniejszy posag

Rodzic kształtując prawidłowy obraz Boga u swojego dziecka staje się jego przyjacielem i przewodnikiem na drodze odkrywania wartości religijnych – najcenniejszego posagu na całe życie.

*****

Kształtowanie obrazu Boga u dziecka

Rodzice, jako pierwsi wychowawcy, mają obowiązek wprowadzenia dziecka w poznanie Boga. Są odpowiedzialni za ukształtowanie w dziecku Jego prawidłowego obrazu. Wprowadzanie dziecka w poznawanie Boga powinno dokonywać się w sposób prosty i dostosowany do jego możliwości. Obraz Boga nie może wywoływać lęku, ale miłość i zaufanie. Bóg powinien być ukazywany prawdziwie, jako dobry i kochający. Ułatwi to dziecku nawiązanie z Nim osobowej relacji. Od jakości obrazu Boga poznawanego w środowisku rodzinnym zależeć będzie późniejsze nawiązywanie z Nim kontaktów przez dziecko.

Badania rozwoju życia religijnego dzieci wskazują na to, że…

… rodzice są wzorcem, na którym dziecko kształtuje swój obraz Boga.

Istnieje ogromna współzależność pomiędzy obrazem rodziców a obrazem Boga. Do poznania Boga dziecko może dochodzić w sposób pośredni przy pomocy swoich rodziców, ponieważ tylko oni na podstawie szczególnej więzi z dzieckiem mogą zaspokoić najgłębsze jego potrzeby, dać sposobność do odpowiednich przeżyć i doświadczeń i w ten sposób zaktualizować możliwość rozwoju wiary.

Dla dziecka obraz rodziców jest pierwszym obrazem, na którym ono zatrzymuje swoje oczy, obrazem realnym, prawdziwym, fizycznym. Rodzice (zwłaszcza matka) są dla dziecka podstawą jego poczucia pewności, zabezpieczeniem jego życia, są tymi, z którymi ono wchodzi najpierw w relacje, łączy je z nimi uczucie miłości. Te relacje są pomostem do poznania wszystkiego innego i fundamentem, dzięki któremu dziecko uzyskuje świadomość samego siebie i otaczającego świata.

Rodzice są dla dziecka tymi, którzy wiedzą wszystko i mogą wszystko, a jednocześnie tymi, którzy mówią o Bogu i reprezentują Go.

Mają więc zasadniczy wpływ na formowanie Jego obrazu. Wszystko, co rodzice robią dla swego dziecka, jak się do niego odnoszą, o czym mu opowiadają, ma znaczenie dla powstawania jego religijnych wyobrażeń. Wiara dziecka pozostaje we wzajemnym związku z tym, co ono słyszy i dostrzega.

Negatywne relacje z rodzicami, a także nierozwinięte poczucie własnej wartości u dziecka związane są z pojęciem Boga nieakceptującego, a więc również z religijnością wynikającą jedynie ze strachu przed Nim. Jeżeli w dzieciństwie nie było wykształcone doświadczenie zaufania i poczucia własnej wartości, to w życiu dorosłym mogą pojawić się pewne trudności w rozwoju religijnym.

Ważna też jest jakość więzi małżeńskich dla rozwoju religijnego dziecka. Rozbicie pomiędzy rodzicami wywołuje w dziecku także rozbicie obrazu Boga. Bóg nie może być Kimś rozbitym, Kimś podzielonym. Takiego Boga nie ma.

Dziecko zostaje wówczas bez prawdziwego obrazu Boga. Jeżeli młody chłopak czy dziewczyna mówią: ja nie wierzę, ja nie praktykuję, czy: jestem ateistą, nie należy pytać o szczegóły tych wątpliwości. Należy zapytać wprzód o charakter ojca, charakter matki, o sytuację życia domowego i więzi między członkami rodziny. Okazuje się, że gdy młody człowiek zwierza się ze swych trudności religijnych, wątpliwości czy nawet niewiary, używa języka religijnego, używa retoryki religijnej dla pokazania wielkości przeżywanego dramatu rozbicia rodziny. Nie ma Boga!, to znaczy w tej retoryce: Nie mam rodziców!

Proces kształtowania się pojęcia Boga dokonuje się u dziecka głównie poprzez kontakt z własnym ojcem. W tej dziedzinie ojciec ma swoje specyficzne zadanie do spełnienia. Od tego, jak dziecko emocjonalnie będzie odbierało swojego ojca zależeć będzie to, jak ukształtuje sobie pojęcie Boga. Patrząc na niego, dziecko kształtuje w swojej świadomości obraz Boga jako Ojca, co jest podstawą w religii chrześcijańskiej.

Ojciec wychowuje nie tylko przez przekazywanie prawd wiary i zasad postępowania, ale przede wszystkim przez dojrzały i konsekwentny światopogląd oraz przez własny przykład życia religijnego.

Jeżeli dziecko ogląda niewłaściwy obraz ojca, to będzie miało karykaturalny obraz Boga w sobie. Z dużym prawdopodobieństwem takiego karykaturalnego Boga odrzuci, mówiąc: jeżeli Bóg jest taki, to ja w Niego nie wierzę. Ono nie poznało prawdziwego Boga, a zerwało kontakt z Bogiem, z Kościołem jako pośrednikiem łaski sakramentalnej. Winę za to ponoszą często właśnie ojcowie. Pojęcie bowiem Boga, jakie dziecko ukształtuje w sobie we wczesnym dzieciństwie pozostanie w swych istotnych rysach na całe życie. Ta zależność jest tak silna, że u młodych ludzi skoro załamuje się autorytet ojca, tracą oni wiarę religijną.

Obraz ojca złego, surowego, despotycznego, którego należy się bać prowadzi do wykształcenia u dziecka obrazu Boga pełnego lęku, strachu, którego nie da się kochać, a trzeba go unikać. Natomiast stosunek ojca do dziecka pełen miłości i ciepła pozwala dziecku wykształcić w sobie pozytywny obraz Boga i pozytywną postawę wobec Niego opartą na miłości.

Zrozumienie tej prawdy obliguje poważnie traktujących swe ojcostwo mężczyzn do wysiłku, aby swoim życiem potwierdzać głoszone zasady, ponieważ świadectwo własne jest najwiarygodniejszym sposobem każdego wychowania, także religijnego.

Rodzic kształtując prawidłowy obraz Boga u swojego dziecka staje się jego przyjacielem i przewodnikiem na drodze odkrywania wartości religijnych – najcenniejszego posagu na całe życie.

*****

Wychowanie liturgiczne

„Liturgia – jak mówi Konstytucja o liturgii świętej – jest pierwszym i niezastąpionym źródłem, z którego wierni czerpią ducha prawdziwie chrześcijańskiego” (KL, 14). Jednocześnie dokumenty Soboru Watykańskiego II powiązały liturgię z rzeczywistością rodziny, podkreślając, że „wypełni ona posłannictwo, jeżeli przez wzajemną miłość swych członków i przez modlitwę wspólnie zanoszoną do Boga, okaże się niejako domowym sanktuarium Kościoła, jeżeli cała rodzina włączy się w kult liturgiczny” (DA, 11).

W wychowaniu religijnym dziecka chodzi o wyrobienie w nim ducha chrześcijańskiego, o jego postawy religijne, o życie w łasce i świadomość apostolską. Wprowadzenie dziecka w liturgię i w życie liturgiczne Kościoła powiązane jest także z jego praktykami religijnymi, z oddawaniem czci należnej Bogu i z odpowiedzią na wezwanie do wiary i Królestwa Chrystusowego zainicjowane przez Chrzest Święty.

Wychowanie do udziału w liturgii jest ważnym czynnikiem umożliwiającym małemu dziecku nawiązywanie osobowej więzi z Bogiem.

Wszelkie świętowanie związane z rokiem kościelnym powinno stanowić początek procesu wprowadzania dziecka w działania o charakterze liturgicznym. Dziecko, uczestnicząc razem z dorosłymi w świętowaniu, pośrednio zaczyna uczestniczyć w ich życiu religijnym. Oprócz tego, dziecko odkrywa wspólnotę Kościoła i nawiązuje z nią kontakt.

Do otwarcia się na Boga dziecko może dojść tylko przy pomocy cierpliwych i zamierzonych oddziaływań wychowawczych ze strony rodziców.

Rodzice poprzez tzw. „domową liturgię” najlepiej wprowadzają dziecko do udziału w świętowaniu wiary. Chodzi tu o pielęgnowanie w rodzinie zwyczajów o charakterze religijnym, dzięki którym dziecko łatwiej zrozumie znaczenie poszczególnych symboli religijnych. „Liturgia domowa” powinna dotyczyć rzeczywistości już małego dziecka. Przy przeżywaniu roku kościelnego nie należy zapominać o jego nierozdzielnym związku z codziennym życiem. „Liturgii domowej” powinno towarzyszyć odczucie wspólnoty, skupienia i miłości.

W wychowaniu liturgicznym należy dowartościować zwłaszcza niedzielę.

Każda niedziela powinna stać się dla rodziców i dziecka czasem szczególnego spotkania ze zmartwychwstałym Chrystusem we Mszy Świętej.

Ważne jest, aby rodzice razem ze swoimi dziećmi wspólnie nadawali kształt niedzieli i uczynili ją najpiękniejszym dniem tygodnia, nabierając w nim oddechu i czerpiąc siłę na cały następny tydzień, zarówno dla ciała jak i dla ducha.

Rodzice powinni zadbać o ramy zewnętrzne przeżywania niedzieli (sprzątnięcie domu, odświętne ubranie, itp.). Ale przede wszystkim nie mogą zapominać o przygotowaniu wewnętrznym do świętowania niedzieli. Powinni więc zadbać o to, aby w tym dniu wszyscy domownicy uczestniczyli we Mszy Świętej.

Niedziela ma być także dla rodziny dniem odpoczynku. Jednak czas wolny nie może być nudą i pustką, ale powinien być wypełniony różnymi ciekawymi zajęciami, takimi jak np.: wycieczka, spacer, odwiedziny. Dziecko w tym dniu w sposób szczególny powinno doświadczyć bliskości rodziców, jak też innych osób.

Istotnym składnikiem niedzieli jest też wspólnie przygotowany i spożyty posiłek. Przeżywając doświadczenie rodzinnego zasiadania do stołu, dziecku łatwiej będzie zrozumieć znaczenie Uczty Pańskiej.

Rodzice, wprowadzając dziecko do uczestnictwa we Mszy Świętej, powinni już od najmłodszych lat zapoznawać je z budynkiem kościelnym, z tym, co się w nim znajduje, z panującą tam atmosferą. Dobrze jest iść z dzieckiem do kościoła wtedy, gdy nie odbywa się żadne nabożeństwo. Dziecko ma wtedy możliwość dokładnego przyjrzenia się świątyni zarówno od wewnątrz, jak i z zewnątrz. Rodzic może przedstawić dziecku poszczególne elementy kościoła, stopniowo wyjaśniając ich znaczenie. Atmosfera kościoła, w którym panuje tajemniczy półmrok, sprawia, że dziecko ucisza się, milknie i skupia uwagę na czymś niezwykłym.

Przebywanie w kościele powinno kojarzyć się dziecku z przyjemnymi odczuciami. Kościół nie może być miejscem kojarzącym się tylko z nudą i koniecznością spokojnego siedzenia. Trzeba odpowiednio dawkować obecność małego dziecka na Mszy Świętej niedzielnej, aby się do niej nie zniechęciło.

Pomoc rodziców w tym względzie powinna być dostosowana do możliwości dziecka. Przesadna apodyktyczność nie jest najlepszym rozwiązaniem. Sprzeciw dziecka wobec pójścia na Mszę Świętej należy wykorzystać jako okazję do rozmowy z dzieckiem, stawiania pytań i udzielania na nie odpowiedzi.

Od rodziców powinno uczyć się dziecko szacunku dla spraw sakralnych. We Mszy Świętej występują elementy znane z codziennego życia. Należą do nich: słuchanie i patrzenie, prośba i podziękowanie, otrzymywanie i dawanie. Dziecku, które nauczyło się słuchać, patrzeć, prosić o coś, dziękować, przyjmować i dawać w domu, łatwiej będzie to czynić także w kościele.

*****

Gdy młodzież pyta o sens życia

Młodzież często stawia pytania natury egzystencjalnej, pyta o sens życia. Poczucie sensu życia motywuje człowieka do działania i pozwala na rozwój własnej osobowości. Co więcej, pytanie o sens istnienia jest jednym z podstawowych przejawów naszego człowieczeństwa. Tylko człowiek stawia pytanie: po co istnieję? Kamień nie pyta, roślina nie pyta, zwierzę nie pyta, człowiek zaś pyta i pytać nie przestanie. Tak bowiem został stworzony, takie jest jego serce. Domaga się sensu. Z sensem życia jest jak z powietrzem. Doskwiera tylko jego brak. Kiedy jest, to prawie go nie zauważamy. Ale od razu wiemy, kiedy znika, bo zaczynamy cierpieć.

Pytanie o sens życia pojawia się w wieku dojrzewania i towarzyszy człowiekowi z różną intensywnością aż do śmierci. Wołania o sens nie można zagłuszyć ani zniwelować nie godząc przy tym w samego człowieka, w jego istotę. Relacja pomiędzy pytaniem o sens a odpowiedzią na nie rozgrywa się na dwu płaszczyznach: transcendencji i immanencji. Człowiek pyta o sens własnego życia zwracając się ku sobie samemu, ku swojej istocie, ale także odnosząc się do tego, co poza tkanką jego indywidualnego bytu, ku temu, co transcendentne, co powiązane jest ze sferą sacrum. Na przecięciu obu osi dopiero możliwa staje się odpowiedź.

Pytanie o sens życia nie pojawia się w formie czystej, czyli np. takiej: kilkunastoletnia córka przychodzi ze szkoły i mówi: – Mamo, poczułam dziś pytanie egzystencjalne: po co istnieję?. -Dobrze córko, stwierdza mama, cieszę się, ze mam dorastającą córkę. Tak się nie dzieje. Raczej inne pytania stawiają dorastające dzieci: – Po co masz iść do pracy, a ja do szkoły? Dlaczego tu jestem? Dlaczego tak jest? Jaki jest tego sens? Gdzie w tym wszystkim Bóg?

O co tu w ogóle chodzi? Co zwykle wówczas odpowiadają rodzice? – Dziecko, co ci do głowy przychodzi, odrabiaj lekcje i nie zajmuj się tym, co nie trzeba. Próbują w ten sposób wybić dziecku z głowy coś, czego nie da się usunąć. Kochający rodzice nie stają się wtedy pomocnikami, przyjaciółmi na drodze życiowej swojego dziecka, w którym budzą się niepokoje egzystencjalne. Rodzina rzadko niestety jest dla współczesnej młodzieży drogowskazem w odnajdywaniu odpowiedzi na pytanie o sens życia. Także młodzież nie chce słuchać w tym względzie rodziców.

Co dzieje się dalej z młodym człowiekiem, który nie znalazł pomocy u rodziców lub osób najbliższych, gdy idzie o to ważne życiowe pytanie? Idzie do rówieśników. Oni są w podobnej sytuacji. Mają wzmagające na intensywności pytanie, ale nie mają do końca satysfakcjonującej odpowiedzi. Nie znaczy to wcale, że nie mają odpowiedzi w ogóle. Ten niepokój serca domagającego się spełnienia popycha ich do sięgania po odpowiedzi cząstkowe, takie, jak: muzyka, alkohol, narkotyki, doznania seksualne… Odpowiedzi te jednak nie są w stanie dać wyczerpującej odpowiedzi, bo ludzkie serce szuka czegoś więcej, szuka pełni. Chwilowe satysfakcje mogą od pełni skutecznie odwodzić, dawać poczucie satysfakcji, ale nie rozwiązują problemu.

Warto przy tym zauważyć, że współczesna młodzież utożsamia często sens życia z sukcesem życiowym, co ma związek ze zdobyciem wysokiej pozycji materialnej. Według wielu młodych istotnym elementem prowadzącym do osiągnięcia tego celu są: nauka, wykształcenie, zdobycie zawodu i podjęcie ciekawej pracy. Towarzyszyć temu procesowi ma spryt i odpowiednie wykorzystanie sytuacji.

Oprócz ukończenia studiów i podjęcia ciekawej pracy, dla wielu młodych ludzi równie ważne jest założenie rodziny, co jest pocieszającym symptomem. Jak wynika z badań nad młodzieżą to rodzina ma zaspokoić potrzebę poczucia bezpieczeństwa, spokoju i szczęścia. Dom rodzinny ma być ostoją, miejscem odpoczynku od biegu codziennego życia. Tego niestety nie znajdują najczęściej we własnych domach i być może stąd rośnie za tym tęsknota.

Rodzice powinni także pamiętać, że kiedy młody człowiek szuka prawdziwego sensu życia, to tak naprawdę szuka Boga, tylko nie zawsze o tym wie. Do rodziców należy uświadomienie mu tego. Najlepszą lekcją jest własny przykład.

Jeśli odniesienie rodziców do Boga jest żywe i wpływa na ich codzienne decyzje i sprawy, to dziecko ma szansę na nawiązanie osobistej z Nim relacji. Żyje wówczas w atmosferze ułatwiającej odnajdywanie sensu ostatecznego w Bogu, który pozwala się odnaleźć dla tych, którzy otwierają się na Jego Obecność. Bóg nie pozostawia pustego miejsca, gdy znajdzie serce otwarte i gotowe do przyjęcia Jego Miłości.

*****

Gdy dziecko nie chce iść do kościoła

Dla rodziców chcących religijnie wychowywać swoje dziecko dużą trudność stanowić może jego wyraźny sprzeciw wobec coniedzielnego chodzenia do kościoła na Mszę Świętą. Najczęściej dzieje się tak w wieku dorastania, kiedy to bunt wobec wszystkiego i wszystkich staje się naturalnym przejawem wieku rozwojowego. Wówczas młodemu człowiekowi przestają wystarczać utarte schematy myślowe i powtarzające się sytuacje. Chce wprowadzać zmiany, oczekuje dynamizmu, odrzuca rutynę i buntuje się.

Tak też bywa również z praktykami religijnymi: modlitwą, sakramentami i Mszą Świętą. Gdy nic nowego się nie dzieje, to młody człowiek zaczyna się nudzić i często odchodzi od wcześniejszych praktyk religijnych i od Boga, który wydaje się mu być daleki. Wszelkie naciski ze strony osób bliskich w takich momentach kryzysowych traktowane są przez zbuntowanego młodego człowieka jako ingerencja w jego osobistą wolność. Co wówczas mogą i powinni robić rodzice?

Nie ma prostych odpowiedzi, bo wrażliwość i cechy osobowości każdego młodego człowieka są inne. Rodzice przede wszystkim powinni unikać podstawowych błędów, które niestety dość często popełniają.

Ważną sprawą jest uważne słuchanie tego, co dziecko mówi, gdy występuje wyraźny bunt. Słuchanie drugiego człowieka jest nie tylko kwestią uszu, ale także oczu, umysłu serca, a nawet wyobraźni. Język ciała może być szczególnym źródłem informacji o jego przeżyciach.

Rodzice powinni stale ćwiczyć umiejętność wczuwania się w sytuację dziecka. Jest to jakby przebywanie z kimś w jego własnym świecie, w świecie jego przeżyć. Wczucie się w świat doznań osoby jest kluczowe dla zrozumienia przyczyn kryzysu i jego dynamiki. Stąd uważna obserwacja i rozmowa spełnia podstawową rolę w sytuacji kryzysu religijnego. Właściwie prowadzona potrafi wyjaśnić okoliczności i skutki zaistniałego kryzysu oraz przekazać wskazówki.

Dzieci mogą np. stwierdzić, że dla nich chodzenie do kościoła stało się mało atrakcyjne i nudne. – Nic się tam nowego nie dzieje. Podjęcie wówczas dialogu i spokojna rozmowa wydaje się być sprawą zasadniczą. Nie chodzi o przyznanie racji dziecku, bo Msza św. zawsze jest nowością. Chrystus spotyka nas stale w innym miejscu naszej ziemskiej wędrówki i chce umocnić w czynieniu dobra.

Młody człowiek intensywnie poszukuje przyjaciela. Ważną sprawą jest, aby w Jezusie dostrzegł Boskiego Towarzysza drogi, który go kocha, chce się z nim spotkać i pomóc w trudnych życiowych sprawach.

Msza Święta i modlitwa są takim osobistym spotkaniem, na które On zaprasza i czeka. Taką formę On sam proponuje i należy ją zaakceptować, jeśli się chce odpowiedzieć miłością na Miłość. Szukanie nowych form nie może zaprzepaścić tej, która pochodzi od Niego, bo inaczej wcale się Go nie akceptuje.

Jednym z błędów popełnianych przez rodziców jest uciekanie się do siłowych rozwiązań lub szantażu w takiej sytuacji. Chodzi o komunikaty w stylu: – jeśli nie pójdziesz do kościoła, to…, – idź, bo inaczej… Taka postawa rodziców może przynieść efekt na jakiś czas, ale sprawy nie rozwiązuje. Osiągnięcie pozytywnego skutku może uspokoić samych rodziców, ale wcale nie musi pomóc dziecku.

Rozwiązać problem oznacza pomóc młodemu człowiekowi odnajdywać stopniowo własne motywy chodzenia do kościoła i naprowadzić na właściwe tory zmaganie się o kształt relacji z Bogiem.

Jedynie konformistyczne dostosowanie się dziecka do rodzicielskich nakazów tu nie wystarcza.

Istotną sprawą jest postawa i przykład samych rodziców. Większy skutek przyniosą komunikaty w stylu: – chodźmy do kościoła, a nie: – idź do kościoła, czy: – pomódlmy się niż: – pomódl się. Komunikat płynący z postawy jest silniejszy i bardziej angażuje dziecko. Samo pouczanie jest zazwyczaj bezskuteczne, bo osoba w kryzysie jest jakby głucha na skutek zawężenia się pola psychicznego. Ojciec Święty Jan Paweł II wspominając swojego ojca stwierdził, że był on człowiekiem wymagającym wiele od siebie i nie musiał wiele wymagać od syna. Papież jako młody chłopak wielokrotnie widział swojego ojca klęczącego i skupionego na modlitwie. Trzeba więc pytać, jakim się jest samemu pod względem tego, czego się oczekuje od swego dziecka.

Błędem ze strony rodziców jest ciągłe narzekanie i krytykowanie dorastające dziecko, a nie oddziaływanie pozytywne. W omawianej sytuacji takie oddziaływanie może oznaczać zaproponowanie przeżycia Mszy Świętej z udziałem młodzieży, wybranie się wspólne lub w grupie młodzieżowej na pielgrzymkę do sanktuarium lub przeżycie rekolekcji wakacyjnych. Takie przeżycie w gronie rówieśników może pomóc przezwyciężyć młodzieńczą ociężałość w podejmowaniu praktyk religijnych.

Należy także obserwować symptomy pogarszania się lub poprawy sytuacji. Rola pomagającego sprowadza się nie tyle do osądzania dziecka, ale wspierania pozytywnych działań w kierunku przezwyciężenia kryzysu.

Na koniec należy podkreślić istotną rolę środków nadprzyrodzonych. Oznacza to intensywniejszą modlitwę w intencji dziecka w kryzysie, podjęcia jakiejś ofiary w jego intencji. Rodzice przecież współpracują z Bogiem, który jest pierwszym Wychowawcą człowieka.

*****

Gdy dziecko traci wiarę

Dla dziecka, które ma kontakt z religią w domu, w kościele, w szkole, wiara jest czymś naturalnym. Osoby, które dziecko uważa za autorytet, mówią o Panu Bogu i świadczą o wierze swoim życiem, więc w naturalny sposób przejmuje ono ich wiarę. Co więcej, dziecko odczuwa wówczas obecność Boga w swoim życiu i umie spontanicznie do Niego się zwracać.

W miarę dorastania wiara dziecięca okazuje się nieprzekonująca, ponieważ dorośli przestają być autorytetem. Młody człowiek chce sam zbudować własne przekonania. Zmienia się też sposób odczuwania Boga. Bywa, że uczucia po prostu zanikają albo przeradzają się w uczucia negatywne, ponieważ Bóg jest postrzegany jako zagrożenie dla wolności, którą młody człowiek pragnie uzyskać.

Młody człowiek, który nie uświadomi sobie tego, co się z nim dzieje, pewnego dnia, ku własnemu zdziwieniu, na pytanie, czy jest wierzący, odpowie: „nie” albo odpowie: „Mam problem z wiarą”. Co wtedy? Jak wówczas mają reagować rodzice?

Nie należy wpadać w panikę. Wiara jest sprawą bardzo istotną w życiu człowieka, ale obowiązkiem człowieka jest postępowanie w zgodzie z własnym sumieniem i poszukiwanie prawdy. Jeżeli człowiek jest wierny tym zasadom, można być o niego spokojnym. Bóg nie pozostaje obojętny, gdy ktoś na Niego się otwiera.

Pierwszym obowiązkiem wierzących rodziców, niepokojących się odchodzeniem dziecka od wiary, jest tym mocniejsze osobiste przylgnięcie do Pana Jezusa.

Niestety, dziś nagminnie się zdarza, że zamiast tym serdeczniej samemu trzymać się Pana Jezusa, rodzice zaczynają naśladować swoje dzieci w odchodzeniu od Niego.

Dzisiaj, kiedy dominująca mentalność jest coraz mniej chrześcijańska, czymś ogromnie ważnym jest znalezienie dla siebie i szukanie dla swoich dzieci (w sensie: pomagać im, żeby sobie znalazły) środowiska ludzi naprawdę wierzących, które pomoże ich wierze normalnie się rozwijać. Bycie człowiekiem wierzącym w pojedynkę z reguły kończy się jej utratą.

Kolejnym krokiem rodziców jest uświadomienie młodemu człowiekowi, że wiara jest łaską, jest darem Boga.

To, że ktoś nazywa siebie wierzącym, oznacza, że taki dar otrzymał. Pan Bóg nikomu nie odmawia tego daru. Natomiast udziela go wtedy, gdy uzna za stosowne. Z tego wynika, że człowiek może – i powinien! – modlić się o dar wiary. Także rodzice powinni modlić się o dar wiary dla swoich dzieci.

Wiara jest też decyzją. A więc nie zależy od tego, co człowiek przeżywa w dłuższym lub krótszym czasie, tylko od tego, do czego jest przekonany.

Ta decyzja opiera się na poznaniu Boga i na świadectwie innych ludzi. Poznawać Boga można na różne sposoby, np. czytając Pismo Święte i słuchając ludzi, którzy głoszą słowo Boże. Poszukiwanie prawdy polega też na szukaniu osoby (czy wspólnoty), której świadectwo wiary jest wiarygodne i przedstawianiu jej własnych wątpliwości. Ważne jest też szukanie odpowiedzi na wątpliwości w odpowiednich książkach, pismach młodzieżowych, czy stronach internetowych.

Należy też pamiętać, że groźnym „niszczycielem wiary” jest grzech. Wielu ludzi odchodzi od wiary dlatego, że z Bożymi przykazaniami zrobiło im się nie po drodze.

Rodzice powinni uważnie i z największym szacunkiem słuchać tego, co dziecko mówi w kwestiach wiary.

Również wtedy, gdy krzyczy, albo gdy wygaduje oczywiste nonsensy. W tym słuchaniu nie może być ani zdenerwowania, ani politowania. Rodzic nie powinien nakładać na siebie maski chodzącego ideału w takich rozmowach i zbytnio moralizować. Dziecko łatwo rozpoznaje takie postawy rodziców.

Czy oczekiwać od dziecka chodzenia do kościoła, czy raczej pozwolić mu nie chodzić? Decyzję uzależnić należy od aktualnej intuicji rodzica. Nie działać jednak zbyt gwałtownie, bo można zniechęcić jeszcze bardziej dorastające dziecko. Poszukiwać pozytywnych propozycji jak np. msza młodzieżowa, wyjazd wspólny do sanktuarium, itp. Kiedy zaś dziecko żąda, żeby rodzic się jego odejściem od wiary nie przejmował i z tego powodu nie cierpiał, to też można mu powiedzieć: „Dziecko, żądasz rzeczy niemożliwej”.

Kochać dziecko to dbać o jego życie nie tylko doczesne, ale i wieczne.

Warto też wracać do historycznie pierwszej sytuacji masowego odchodzenia od Pana Jezusa, bo znajduje się w niej ogromnie ważne pouczenie, jak w sytuacji czyjegoś odchodzenia powinni się zachować prawdziwi uczniowie Jezusa. Rzecz jasna, szczególnie przejmująco pouczenie to dotyczy nas wówczas, kiedy od wiary odchodzą nasi najbliżsi: ” Od tego czasu wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: «Czyż i wy chcecie odejść?» Odpowiedział Mu Szymon Piotr: «Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Bożym»” (J 6, 66—69).

*****

Dziecko chce być słyszane

Trudną sztukę wychowania studiują systematycznie tylko niektórzy, a uprawiają w życiu prawie wszyscy, szczególnie rodzice.

Im bardziej ogólnie mówi się o wychowaniu, tym bardziej wpada się w banały. Natomiast wejście w problem szczegółowy grozi zagubieniem w dżungli hipotez i różnorodnych odpowiedzi.

Rodzicielstwo podejmuje człowiek najczęściej do tego zupełnie lub słabo przygotowany. Nawet jeśli szczerze pragnie dziecka, to co najwyżej przegląda broszury dotyczące higieny, pielęgnacji i żywienia niemowląt. Te konkretne zagadnienia łatwo zresztą przedstawiać rzeczowo i praktycznie.

A wychowanie? Potocznie jest przyjęte, że miłość do dziecka podyktuje najodpowiedniejsze metody. Dlatego głównie rodzice powtarzają własne wychowanie, to znaczy podejmują wobec dziecka takie same zachowania, jakie stosowali wobec nich rodzice, powtarzający z kolei zachowania swoich rodziców, naszych dziadków. Wprawdzie to zachowanie nie jest identyczne. Mogą być dwie wersje spontanicznego wychowania. Pierwsza, „na tak”, już wspomniana. Druga wersja, „na nie”, kiedy usiłują oni działać wprost przeciwnie niż ich rodzice, pamiętając różne bolesne przeżycia z własnego dzieciństwa. Niezależnie od tych dwu świadomych programów, rodzice powtarzają impulsywnie wiele zachowań, zapisanych w pamięci podświadomej.

Kto ma czas systematycznie przygotowywać się do wychowania własnego dziecka? A przecież dziecko nie może w domu tylko rosnąć. Ono ma być wychowywane. Nie wystarczy tu tylko intuicja, czy działania impulsywne. Wychowanie w czasach współczesnych staje się sprawą wiedzy, umiejętności i doświadczenia. Stąd ogromne zapotrzebowanie na pedagogizację rodziców, czyli popularyzowanie wiedzy związanej z rozwojem i wychowaniem dzieci. Stąd też pochodzi niniejsza rubryka w „Czasie Miłosierdzia”.

Pragnę zwrócić uwagę rodziców i wychowawców na bardzo ważny aspekt w wychowaniu, jakim jest rozumienie dziecka. Żeby je zrozumieć, trzeba je najpierw usłyszeć, a to jest nie lada zadanie. Zwróćmy uwagę, że;

pomiędzy tym, co myślę,
tym, co chcę powiedzieć,
tym, co mówię,

tym, co chcesz usłyszeć,
tym, co słyszysz,

tym, co chcesz zrozumieć,
tym, co rozumiesz,

jest tyle możliwości, aby się nie zrozumieć.

Jest to prawdziwe w świecie dorosłych, a jeszcze bardziej w relacji dorosły – dziecko.

W słuchaniu ujawnia się szacunek, liczenie się z drugą osobą, co rodzi w dziecięcym rozmówcy poczucie, że jest partnerem w dialogu, istotą posiadającą godność osobistą.

Zastanówmy się przez chwilę, czy potrafimy wysłuchać uważnie dziecko, czy młodego człowieka? A jak można wyobrazić dobrą komunikację bez uważnego słuchania? Podkładamy zwykle nasze treści pod to, co słyszymy. Jest to do pewnego stopnia konieczne, ale też przeszkadza w odbieraniu istotnych treści przekazywanych w procesie komunikacji.

Dziecko, które było wielokrotnie niezrozumiane czy odepchnięte, może dojść do wniosku, że z tą osobą (choćby najbliższą) nie warto rozmawiać. Taka reakcja dziecka może być spowodowana zwracaniem uwagi na to, co jest nieistotne dla niego, zmianą niewygodnego tematu albo przedwcześnie ujawnioną reakcja uczuciową, zanim ono zdołało wyłuskać cały problem.

Być może trudności w rozmowie z dzieckiem rozgrywają się poniżej progu uwagi, czy świadomości zarówno dziecka, jak i naszej. Wystarczy jednak, że od dziś włączymy w kontakt z dzieckiem zasadę słuchania do końca, wyjaśnienia tego, co nie całkiem zrozumiałe, i okazania tego, co zostało zrozumiane.

Wzorem uważnego słuchania jest Maryja. Ona to pozdrowiona przez Anioła „zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie” (Łk 1, 29). Słuchała uważnie całego przesłania, przyjmując je i dopiero, gdy Anioł zamilkł wyraziła siebie, swoje TAK. Domagała się najpierw pełnego zrozumienia przesłania i dopiero potem działała, podjęła zadanie tak cenne w całokształcie naszego odkupienia. Starajmy się ją naśladować, a dziecko będzie lepiej słyszane.

ks. Adam Skreczko

Więcej bardzo ciekawych artykułów tego autora znajdziesz otwierając link – tutaj >>>

Źródło:
opoka.org.pl

Close Menu

PORZĄDEK MSZY ŚWIĘTYCH

 

 

- w dni powszednie: 17:00 lub 18:00
*/ godzinę należy sprawdzić w ogłoszeniach lub intencjach

- w niedziele i święta kościelne: 8:00 ; 10:30
*/ dodatkowo w okresie Wielkiego Postu oraz w miesiącach:
maj i październik: 16:00