Idź, zawalcz o miłość

Idź, zawalcz o miłość

Ostatnie kilka lat naszej narodowej historii to czas lawinowo wzrastającej nienawiści, gniewu i mnożących się antagonizmów. Banalne wydaje się powtarzane do znudzenia stwierdzenie, że jesteśmy podzieleni, jak nigdy wcześniej.

Mało kogo wydaje się jeszcze poruszać fakt, że przekroczyliśmy już chyba wszelkie możliwe granice. Owoce tego zbieramy wszyscy: zniszczone przyjaźnie, rozbite rodziny, skłóceni sąsiedzi. Jak z tego wybrnąć?

Jean Delumeau w swojej książce „Wyznanie i przebaczenie” opisuje taki oto zdumiewający przypadek miłości nieprzyjaciół: „Niezwykłe świadectwo (…) mieliśmy parę lat temu na procesie w Créteil. Pewien młody człowiek zabił dziewczynę, która nie chciała za niego wyjść. Przed oniemiałym ze zdumienia trybunałem i publicznością rodzice dziewczyny oświadczyli, powołując się na Ewangelię, że pragną zaadoptować mordercę ich córki. Była to niewątpliwie wyjątkowa decyzja i heroiczny wybór. Nikt nigdy nie mógł wymagać tak niesłychanej wspaniałomyślności od wszystkich rodziców będących w podobnej sytuacji” (J. Delumeau, „Wyznanie i przebaczenie”, Gdańsk 1997, s. 112-113).

To prawda – nikt nie może wymagać od człowieka heroizmu, także chrześcijaństwo i sam Jezus. To zawsze musi być osobista decyzja i dobrowolny wybór. „Miłujcie waszych nieprzyjaciół, módlcie się za tych, co was prześladują” (Mt 5,44). Wymagania Jezusa są bardzo wysokie. To właśnie miłość do nieprzyjaciół ma odróżniać nas – uczniów Chrystusa – od wszystkich innych, którzy Chrystusa nie obrali swoim Mistrzem. To bardzo trudny, jeśli nie najtrudniejszy wymóg, jaki stawia przed nami chrześcijaństwo.

Jezus przypomina nam o innym wymogu, nieco łatwiejszym, choć dla wielu wciąż bardzo trudnym do zrealizowania. „Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. (…) Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam sobie przypomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj”.

Zawsze zastanawia mnie i głęboko przejmuje, że na pierwszym miejscu wcale nie chodzi tu o mnie i o mój ewentualny żal czy gniew wobec bliźniego, ale już o sam fakt, że to ktoś może mieć coś przeciw mnie, żywić do mnie urazę, gniewać się, nie potrafić mi przebaczyć.

To ja mam być tym, który pierwszy wychodzi z wyciągniętą do pojednania i zgody ręką. Dodatkowo owo „coś”, co mój brat może mieć przeciw mnie, nie musi być czymś wielkim. W ostatnim zdaniu rozważanej perykopy owo „coś” nazwane jest „groszem” (w oryginalnym tekście jest tu „kwadrans” – najmniejszy wówczas rzymski nominał).

„Czy można przynieść i złożyć Bogu na ofiarę swoją wojnę z bratem? Niechęć? Nienawiść? Spór? Odmowę przebaczenia? Swoją pychę, która nie pozwala mi zgiąć karku i powiedzieć: »Przepraszam«”? – powie abp Grzegorz Ryś. Ofiara składana Bogu musi być czynem miłości. A ta nie może istnieć w człowieku razem z nienawiścią. Dlatego Jezus mówi: „Idź, zawalcz o miłość, a potem wróć i ją ofiaruj”. Tu nie ma innej drogi: trzeba albo porzucić nienawiść i gniew, albo porzucić Boga. Tertium non datur. (łac. trzeciego nie dano / trzeciej możliwości nie ma)

To dobrze, że Słowo Boże przypomina nam ten jeden z kluczowych wymogów chrześcijaństwa.

Ostatnie kilka lat naszej narodowej historii to czas lawinowo wzrastającej nienawiści, gniewu i mnożących się antagonizmów. Banalne wydaje się powtarzane do znudzenia stwierdzenie, że jesteśmy podzieleni, jak nigdy wcześniej. Mało kogo wydaje się jeszcze poruszać fakt, że przekroczyliśmy już chyba wszelkie możliwe granice. Owoce tego zbieramy wszyscy: zniszczone przyjaźnie, rozbite rodziny, skłóceni sąsiedzi. Media pełne propagandowego kłamstwa i wszelkiego plugastwa, podsycające nienawiść, siejące moralne spustoszenie. Internet kipiący „hejtem”. Wzajemne szczucie jednych na drugich. Jakby Ewangelia przestała mieć dla nas jakiekolwiek znaczenie, a liczyła się tylko partia, ideologia i własny interes. W myśl zasady: zastraszyć, przekupić, zniszczyć, opluć, poszczuć…

… i pójść do kościoła się pomodlić.

Możesz z czystym sercem dzisiaj powiedzieć, że ofiarujesz Jezusowi czystą miłość? Że nie nosisz w swym sercu żadnej urazy? Że nikt niczego nie ma ci za złe? Nie wiem, czy kościół by nie opustoszał, gdybyśmy szczerze odpowiedzieli sobie na te pytania. Rodzice, którzy stracili córkę, w imię Ewangelii zaadoptowali mordercę. To czysty heroizm. Dzisiaj dla wielu z nas nie mniejszym heroizmem jest wypowiedzenia słowa „przepraszam”. Idź, zawalcz o miłość, a potem wróć i ją ofiaruj.

ks. Bartosz Rajewski

/ deon.pl /